Czytanie Biblii ze zrozumieniem jest zachwycające!

Tak było właśnie podczas studiowania 2 listu do Tymoteusza online – więcej o tej inicjatywie dowiesz się tutaj – gdzie w III rozdziale tego listu, spotkałam pewne „panie”, które otrzymały mało zaszczytny tytuł „naiwne” lub „słabe”. Postanowiłam poznać je bliżej.

Określenie, które otrzymały te kobiety można odebrać jako krzywdzące, jeśli czyta się je w oderwaniu od kontekstu. Gdy jednak spojrzeć na cały rozdział uważniej, widać wyraźnie, że Paweł nie atakuje kobiet. Jego ostrzeżenie dotyczy czegoś znacznie głębszego – mechanizmu duchowego zwiedzenia, który działał wtedy i który wciąż jest zaskakująco aktualny także dziś.

Paweł opisuje „dni ostateczne” nie jako odległą przyszłość, lecz jako czas duchowego zamętu, który już się zaczął i wciąż trwa. To rzeczywistość w której żyjemy, świat ludzi religijnych z nazwy, którzy są skupieni na sobie, żyją bez widocznej przemiany, którzy „zachowują pozory pobożności, lecz wyrzekają się jej mocy” (3,5). W takim środowisku pojawiają się nauczyciele i nauczycielki, coachowie duchowi, internetowi prorocy – osoby, które działają sprytnie, często prywatnie, unikają odpowiedzialności wspólnoty, docierają do ludzi indywidualnie: przez rozmowy, wiadomości, zaproszenia do swoich domów. Wykorzystują cudzą słabość, zagubienie czy poczucie winy.

Kim są „naiwne kobiety” we współczesnym sensie?

Greckie gynaikária nie opisuje płci, lecz stan duchowy. Dziś powiedziałybyśmy raczej, że chodzi o osoby duchowo niedojrzałe, często młode w wierze, które już mają świadomość swoich grzechów, ale są spragnione szybkiej ulgi zamiast pokuty prowadzącej do nowego życia.

Paweł opisuje je tak: „obciążone grzechami, wiedzione przez rozmaite pożądliwości, zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy” (3,6–7)

To portret ludzi, którzy chętnie konsumują treści duchowe, słuchają różnych nauczań, uczestniczą w spotkaniach wspólnot chrześcijańskich, często szukają „czegoś nowego”, ale niekoniecznie idą drogą Biblii i nie pozwalają, by prawda Bożego Słowa naprawdę ich przemieniała.

Dlaczego Paweł używa obrazu kobiet?

W I wieku dom był naturalnym centrum życia i relacji, a fałszywi nauczyciele celowali w przestrzeń prywatną. Dziś tę rolę przejęły ekrany komputerów, tv i smartfonów, prywatne rozmowy, zamknięte grupy, osobiste „objawienia” bez weryfikacji, a także charyzmatyczne osobowości, których gładkim lub stanowczym słowom trudno się oprzeć.

Paweł nie krytykuje kobiet jako takich – przeciwnie, wielokrotnie podkreśla ich dojrzałość i znaczenie w Kościele. Robi to nawet w tym liście, wspominając babcię i matkę Tymoteusza jako te, które przekazały mu wiarę opartą na Piśmie.

Problemem nie jest płeć, lecz podatność na duchowość z Biblią w tle – czyli z wybiórczym jej stosowaniem. Szczególnie podatne na taką pseudo pobożność są osoby, których sumienie jest obciążone, a emocjonalne doświadczenia łatwo zastępują Ewangelię.

To fragment, który ostrzega przed duchowością, która omija lub lekko traktujekrzyż, pokutę czy łaskę, taka duchowość obiecuje ukojenie bez zmiany życia, karmi emocje, podkreśla konieczność międzyludzkich relacji – w której Słowo Boże jest – ale tylko dodatkiem.

Dlatego Paweł przypomina Tymoteuszowi:

„Ty jednak trwaj w tym, czego się nauczyłeś” (3,14)

Przypomnienie dla każdej kobiety

Dlatego jest to również przypomnienie do każdej kobiety nowonarodzonej – tej, która wychowuje swoje dzieci albo towarzyszy dzieciom duchowym.

Drogie chrześcijanki, każda z nas ma coś niesłychanie cennego do przekazania. Nie kolejną metodę, nie wyłącznie własne doświadczenia czy chwilowe „tak to czuję”.

Mamy obowiązek przekazać kolejnemu pokoleniu prawdę – jedyną, która naprawdę przemienia człowieka. Prawdę obecną w Bożym Słowie.

Ta prawda przekazywana jest nie przez wielkie słowa, konferencje, spotkania, ale najczęściej przez codzienną wierność: przez czytanie (ze zrozumieniem!) Biblii, rozmowy o Bogu z mężem, dziećmi, przyjaciółmi, modlitwę, cierpliwość, wytrwałość i osobisty przykład życia zakorzenionego w Słowie.

Tak właśnie wiara przechodzi z pokolenia na pokolenie. To jest dziedzictwo, które zostało nam powierzone i które mamy przekazywać dalej. Nie po to, aby młodsze pokolenie zachwycało się ludźmi, metodami czy nowościami, ale aby było ugruntowane w cudownym Bożym Słowie i nie dało się nabrać na podróby.

Nie bądźmy więc naiwne.
Wróćmy do Słowa.
Tak szczerze i serio.
Niech nasze córki i nasi synowie rozkochają się w Bożym Słowie.

Bo to jedyny sposób, aby nie pogubić się w tym świecie.

Piękna ta (kolejna) Pawłowa lekcja. Prawda?