Żyjemy w świecie, który mówi nam, że wszystko wolno, a nawet że trzeba żyć tak, że wszystko wolno. Że najważniejsze jest to, czego chcesz, co czujesz i że masz prawo „żyć po swojemu”.
Przez takie myślenie np. nowo zdefiniowana została płeć, która stała się „umowna” – możesz sama zdecydować, kim chcesz być, jaką płeć mieć.
Wokół nas – w mediach, muzyce, serialach, reklamach -wszechobecne są: pożądanie, samorealizacja, rozrywka, przyjemność i sukces.

Świat wokół nas dobro nazywa złem, a zło dobrem – co zresztą nie jest niczym nowym (Iz. 5,20): rozwiązłość – wolnością, czystość – naiwnością. Ludzie śmieją się z tych, którzy „czekają na siebie do ślubu”, a jeśli mówisz o tego rodzaju czystości to jesteś „dziwna”, „zacofana” albo „nudna”.

Paweł w Liście do List do Tytusa 3,3 pisze o tych, którzy tak żyją i taki sposób życia promują, bardzo mocne słowa: że są „nierozumni, oporni, błądzący, służący rozmaitym pożądliwościom i rozkoszom”.
Wydaje się im, że są wolni, bo nikt im niczego nie zabrania. Mogą robić, co chcą, mówić, co chcą i dążyć za tym, co im się podoba.
Ale w rzeczywistości nie panują nad sobą – to ich pragnienia panują nad nimi.
Świat mówi „to twoje życie, twoja decyzja, twoja odpowiedzialność”. Brzmi dojrzale i niezależnie, ale w praktyce oznacza to często: wchodzisz w to na własną odpowiedzialność.
Przekraczasz granice i ignorujesz ostrzeżenia na własną odpowiedzialność.
Tyle że konsekwencje też ponosi się na własną odpowiedzialność. Najczęściej to zniszczone zaufanie, rozbite małżeństwa, wewnętrzny chaos i nieładne świadectwo o Bogu.
Wolność według Bożej definicji nie polega na robieniu wszystkiego, co się nam podoba – czyli wolność OD wszystkiego, co nas ogranicza. To jest wolność OD.
Ale jest też wolność DO.
Wolność DO poddania swojego życia Temu, który wie, co jest dla nas najlepsze (Przyp. 3,5-6; Rzym. 12,1; Łuk. 22,42; Ps. 118,8).
Ten pierwszy rodzaj wolności – wolność OD wszystkiego, co nas ogranicza – jest mocno promowany przez świat.
Prowadzi jednak do śmierci albo co najmniej do poważnych turbulencji życiowych. Jeśli zabierzesz z życia człowieka wszystkie ograniczenia, nie pożyje długo. Prosty przykład: jazda autostradą bez żadnych ograniczeń skończy się szybko tragicznie.
Ale jeśli jedziesz między liniami, w zakresie ograniczenia prędkości, w wyznaczonych pasach – masz znacznie większą szansę dotrzeć do celu.
Pan Bóg od wieków mówi to samo: lepsza jest wolność DO.
Postępowanie w granicach określonych przez Boga daje nam możliwość lepszego życia i spełnienia w tym, czego pragniemy.
Taka wolność DO życia według Bożych podpowiedzi wymaga jednak samodyscypliny. A to bywa trudne, bo nie każdy chce się wysilić.
Biblia mówi w Liście do List do Rzymian 12,2:
„Nie upodabniajcie się do tego świata, lecz się przemieńcie przez odnowienie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, miłe i doskonałe.”
Kiedy dajemy Bogu wyznaczać linie dla naszego życia – czyli granice, w których możemy się poruszać – kiedy poddajemy się Jego instrukcjom, to nie znaczy, że tracimy swoje pragnienia czy swoją tożsamość.
Jest wręcz przeciwnie!
To w Jego granicach nasze pragnienia stają się czystsze.
Możemy nadal mieć marzenia i tęsknoty, a jednocześnie być spełnione oraz podobać się Bogu.
Drogie chrześcijanki, nie pozwólmy zniszczyć tych granic.
Nie rozmywajmy tego, co Bóg wyraźnie nazwał dobrym – np.: intymność fizyczna i emocjonalna jest zastrzeżona wyłącznie dla małżeństwa.
Bądźmy trzeźwe i czujne – bo dzisiaj odwagą nie jest „no rules. no limits”, ale świadome ich przestrzeganie.