Kłamstwo potrafi tak zniekształcić nasze myślenie, że to, co wcześniej uznawałyśmy za niedobre, z czasem zaczyna wydawać się jak całkiem dobry pomysł.
Myślę, że żadna z nas nie jest na to odporna – ja również. Dlatego warto sobie przypominać, jak kłamstwo krok po kroku może zmieniać nasz sposób myślenia, wpływać na pragnienia, a w końcu prowadzić do decyzji, których wcześniej nawet nie brałyśmy pod uwagę.
W „Biblijnej kobiecości” przyglądamy temu, co wydarzyło się w Edenie. Choć od tamtych wydarzeń minęły tysiące lat, ten sam mechanizm może działać również w naszym codziennym życiu.
1. PODWAŻENIE SŁOWA
Wąż nie zaczyna od: „Ewa, weź, zerwij ten owoc”.
Nie mówi: „Zbuntuj się przeciwko Bogu”.
Nie przyszedł w koszulce z napisem: „Jestem szatanem i teraz będę cię okłamywać, kobieto”.
Zaczyna znacznie sprytniej i subtelniej. Zadaje tylko jedno pytanie:
„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść ze wszystkich drzew ogrodu?” (Rdz 3:1)
Zauważcie, że już w tym pytaniu wąż zmienia sens tego, co Bóg rzeczywiście powiedział. Bóg pozwolił człowiekowi jeść ze wszystkich drzew poza jednym. Tymczasem wąż przedstawia sytuację tak, jakby Bóg zakazał im wszystkiego.
Właśnie dlatego kłamstwo bywa tak trudne do rozpoznania. Gdyby zawsze było całkowitym przeciwieństwem prawdy, łatwiej byłoby nam je zauważyć.
Nie każde kłamstwo polega na wymyślaniu czegoś od początku do końca. Najczęściej wystarczy wziąć kawałek prawdy, przesunąć akcent, coś wyolbrzymić, coś przemilczeć – i nagle ta sama rzeczywistość zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
W podobny sposób może oddziaływać na nas współczesny świat. Mam tu na myśli świat rozumiany jako sposób myślenia, który podpowiada nam, kobietom, co jest dobre, ważne, normalne i warte pragnienia, ale robi to bez pytania Boga o zdanie.
Chyba rzadko słyszymy dzisiaj wprost: „Przestań wierzyć w Boga. To takie przestarzałe!”. Za to znacznie częściej docierają do nas przekonania, które brzmią całkiem rozsądnie:
„Oczywiście, możesz wierzyć w Boga. Ale czy naprawdę sądzisz, że Biblia ma coś do powiedzenia o Twoim małżeństwie, seksualności, pieniądzach, ciele czy ambicjach? Przecież życie jest znacznie bardziej skomplikowane! Czasy się zmieniły. Sytuacje są różne. A ty sama najlepiej wiesz, co jest dla ciebie dobre, prawda?”.
Czy nie przypomina to tamtego pytania z Edenu: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział?”.
Zmieniły się czasy, okoliczności i argumenty, ale pytanie pozostało zaskakująco podobne. Nie chodzi już tylko o to, co Bóg powiedział. Pojawia się wątpliwość, czy Jego Słowo rzeczywiście powinno mieć decydujące znaczenie w moim życiu.
Oczywiście nie oznacza to, że samo zadawanie pytań jest czymś złym. Wręcz przeciwnie! Każda z nas, chrześcijanek, powinna pytać, szukać i sprawdzać. Nie musimy udawać, że znamy odpowiedzi na każde pytanie. Przecież właśnie dlatego sięgamy do Bożego Słowa – żeby coraz lepiej poznawać Boga i Prawdę.
Jest jednak różnica między szczerym szukaniem odpowiedzi w Bożym Słowie a szukaniem powodów, żeby tego Słowa nie posłuchać.
Łatwo sprawdzić jak to jest u nas.
Jeśli czegoś nie rozumiem, z czymś się zmagam albo nawet z czymś się nie zgadzam, to czy przychodzę do Boga z nastawieniem:
„Boże, naprawdę chcę wiedzieć, co powiedziałeś. Co Ty o tym myślisz? Co dla Ciebie jest ważne? Pomóż mi to zrozumieć i według tego żyć”.
Czy może najpierw sama ustalam, co jest dla mnie dobre, kierując się tym, co myślę, czuję, czego pragnę, a nawet czego doświadczyłam a dopiero później sprawdzam, czy Biblia się z tym zgadza?
A co, jeśli się nie zgadza?
Czy jestem gotowa przyznać, że być może to moje myślenie wymaga zmiany? Czy chcę poddać je Bożemu Słowu, nawet jeśli nie jest to dla mnie łatwe?
A może zaczynam szukać argumentów, żeby jednak pozostać przy swoim?„Wiem, co Bóg mówi na ten temat, ale spróbuję zrobić tak, jak sama czuję”.
To ważny moment.
Gdy własne uczucia, doświadczenia czy pragnienia zaczynamy traktować za ważniejsze od tego, co powiedział Bóg.
Wtedy coraz łatwiej usprawiedliwiać swoje wybory, szukać argumentów na ich poparcie i uznawać za słuszne to, co wcześniej budziło nasze wątpliwości.
I choć nadal możemy deklarować, że wierzymy w Boga, to nasze codzienne decyzje coraz wyraźniej pokazują, kto tak naprawdę zaczyna zajmować Jego miejsce w naszym życiu.
Bo kiedy to ja sama zaczynam decydować, co jest dobre, a co złe, nie pytając Boga o zdanie, to czy przypadkiem nie zaczynam stawiać siebie na Jego miejscu?
Dlatego tak bardzo potrzebujemy wracać do prostego, ale ważnego pytania: czy pozwalam Bożemu Słowu kształtować moje myślenie czy próbuję dopasować je do własnych przekonań i pragnień?
Właśnie od tego najczęściej zaczyna się pierwszy etap kłamstwa – od podważania autorytetu Bożego Słowa w naszym życiu.
Cdn..
