W ten tzw. czas świąteczny, naszła mnie myśl co do samotności, tej tak mocno „zwalczanej” w czasie świątecznym.Ludzie szczególnie w czasie świąt mocno akcentują, że nikt nie powinien być sam. Wrażliwość na samotność drugiego człowieka wtedy się wyostrza – bardziej zauważamy tych, którzy nie mają z kim usiąść przy stole, z kim porozmawiać, komu powiedzieć „cieszę się, że jesteś”. Ludzie jadą na święta do rodziny, zapraszają się, odwiedzają w tym czasie szczególnie mocno. „Bo nikt nie powinien być sam w święta”.

To pragnienie nie jest przypadkowe. W głębi serca wiemy, że samotność nie jest czymś dobrym ani naturalnym dla człowieka.

I właśnie po to przyszedł Jezus – aby nikt nie był sam.

Biblia pokazuje już od samego początku, że samotność dla człowieka nie była Bożym zamysłem. „Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam” (1M 2:18) – zostało to wypowiedziane przez Boga jeszcze przed upadkiem w grzech, co oznacza, że potrzeba relacji jest wpisana w samą naturę człowieka. Grzech samotność pogłębił, bo oddzielił ludzi od Boga i od siebie nawzajem.

Przyjście Jezusa było odpowiedzią właśnie na to oddzielenie. Ewangelia Mateusza cytuje proroctwo Izajasza: „Oto panna pocznie i porodzi syna, i nazwą go imieniem Emmanuel, co się wykłada: Bóg z nami” (Mat 1:23).

Emmanuel – to nie tylko kolejny tytuł Jezusa, ale też ważny opis Jego misji!

Jan pisze: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1:14) właśnie z powodu naszej samotności.

Jezus nie tylko nauczał o relacji – On zaczął ją przywracać będąc na ziemi: siadał z grzesznikami, dotykał trędowatych, rozmawiał z odrzuconymi. Swoim uczniom Jezus powiedział wprost: „Nie zostawię was sierotami; przyjdę do was” (J 14:18). Obiecał też, że już na zawsze jako uratowani będziemy z nim teraz duchowo (A oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata – Mat 28:20), a potem i fizycznie (i już na zawsze będziemy z Nim – 1Tes 4,17).

Jezus zmierzył się z problemem ludzkiej samotności na krzyżu. Tam dosłownie doświadczył samotności – opuszczenia w sposób, jakiego żaden człowiek nie jest w stanie doświadczyć w pełni. Został bowiem porzucony przez ludzi, zdradzony przez przyjaciół (nawet swoich uczniów), skazany i wyszydzony, zawisł sam. Na krzyżu Jezus przyjął na siebie także duchową samotność wynikającą z grzechu świata: „Boże mój, Boże mój, czemu mnie opuściłeś?” (Mat 27:46). Jego walka z naszą samotnością musiała być właśnie taka, aby nikt inny nie musiał być sam wobec Boga i innych ludzi. Krzyż jest w tym sensie miejscem „wymiany”: Jezus wziął na siebie naszą izolację, oddzielenie i wyobcowanie, a w zamian dał nam pojednanie i relacje.

Misja Jezusa była prawdziwą odpowiedzią na naszą ludzką samotność i izolację z Bogiem, ale też z innymi ludźmi.

Boży plan dla nas ludzi to nie samotność życia, lecz niesamotna wspólna. Nie ma w nim miejsca na pojedynczego, odizolowanego od innych człowieka. W ostaniej księdze Biblii zawsze są „ludzie”, jest miasto, jest zgromadzenie świętych, i jest bliskość z Bogiem.

„I usłyszałem donośny głos z nieba mówiący: Oto przybytek Boga z ludźmi, i będzie mieszkał z nimi” (Ap 21:3).

Ostatecznym celem historii zbawienia jest bycie razem, na zawsze – Boga z ludźmi i ludzi między sobą.

Myśl, że „nikt nie powinien być sam”, to tylko hasło, na jeden lub kilka dni tzw. świątecznych.

Ale Bóg, Emmanuel, przyszedłpo to, aby nikt nie został sam już teraz i kiedy to życie na tej ziemi się skończy.

Ależ piękny powód do wdzięczności Bogu za to, że nas odsamotnił!

Aleksander Marekwia