Paweł w Liście do Tytusa, w 2 rozdziale, w bardzo jasny sposób zwraca się do nas, kobiet.

Najpierw kieruje swoje słowa do starszych kobiet w wierze – tych, które żyją godnie, uważnie dobierają słowa i prowadzą życie pełne umiaru. Po co? Aby mogły dzielić się z młodszymi tym, co dobre.

Potem Paweł przechodzi do codziennych spraw. Pisze o miłości, trosce, relacjach – o zwykłym życiu, przeżywanym blisko Boga, dzień po dniu.

Młodsze kobiety w wierze są zaproszone, by z tej mądrości korzystać: uczyć się, słuchać i czerpać z doświadczenia starszych, bardziej doświadczonych sióstr. To nie jest relacja wyższości, ale bliskości, zaufania i wzajemnej troski.

To Tytusowe wezwanie jest więc skierowane do kobiet w każdym wieku i w każdym sezonie życia i jednocześnie jest aktualnym wezwaniem do budowania lokalnego kościoła Pana Jezusa: „byli oddani nauce, byli oddani jedni drugim we wspólnocie”. Dz.Ap.2:42.

Niektóre z nas chodzą z Bogiem już jakiś czas. Niektóre krócej, a niektóre może nawet od dziecka. Przez te lata czytamy Boże Słowo, zdobywamy wiedzę o Bogu, zbieramy Bożą mądrość przez różne doświadczenia i staramy się przemieniać swój charakter na charakter Jezusowy. I to jest bardzo ważne, abyśmy pozwalały Słowu Bożemu nas przemieniać.

Ale Paweł idzie o krok dalej i zachęca, aby to, czym Bóg nas obdarował po drodze: nasze życie, poznanie z Bożego Słowa, doświadczenia zdobywane w relacji z Panem – nie zatrzymywać tylko dla siebie, lecz z miłością przekazywać dalej.

Jeśli więc nauczyłaś się czegoś, żyjąc z Bogiem, bo np.: pozbyłaś się jakichś złych nawyków takich jak plotkowania, gniewu czy zazdrości, a w to miejsce pojawiły się nowe, dobre nawyki, jak cierpliwość czy wytrwałość – to możesz pomóc innym kobietom, które potrzebują nauczyć się samokontroli, życzliwości czy łagodności.

Jeśli jesteś żoną i nauczyłaś się kochać i szanować męża „na dobre i na złe”, możesz uczyć młodsze kobiety, jak to się robi (podpowiadać, dzielić się mądrością w tym zakresie)

Jeśli jesteś mamą, która wiernie wychowała swoje dzieci, masz ogromną mądrość, którą warto przekazywać dalej – młodszym kobietom w ciąży czy tym, które już wychowują dzieci. To, czego nauczyłaś z Bogiem, może być dla nich wielkim wsparciem.

I tak naprawdę jest to zadanie dla każdej z nas – bez względu na wiek czy moment nawrócenia. Biblia jasno pokazuje, że można być młodą wiekiem, a jednocześnie wykazywać cechy mądrej, duchowo dojrzałej kobiety.

Podsumowując.

Wszystkie kobiety, które chcą układać swoje życie według Bożego Słowa, są zaproszone do dwóch ważnych rzeczy – można je zapamiętać pod literką „P”.

Pierwsza to Przemiana – pozwalanie Bogu, aby krok po kroku przemieniał nasze życie według swojego wzorca (czyli Bożego Słowa).

Druga to Przekazanie – dzielenie się wiarą i doświadczeniem z kolejnym pokoleniem kobiet, tak, aby pałeczka wiary mogła iść dalej.

Gdy rodzi się dziecko, potrzebuje mleczka, które wystarcza mu do życia. Ale z biegiem czasu taki maluch już samego mleczka nie chce, on chce np. mięsko ;) A mleko potrafi już podać młodszej siostrze. To oczywiście tylko pewnie obraz, który ma na celu pokazać nam naszą odpowiedzialność we wspólnocie.

W życiu każdej chrześcijanki powinien przyjść taki czas, że kiedy już opanuje podstawy życia z Bogiem (mleczko), kolejnym krokiem jest pokarm stały: głębsze prawdy biblijne, wprowadzanie ich w czyn, ugruntowanie w Bożym Słowie, wierność w służbach, ale także aktywne zaangażowanie w życie młodszych kobiet.

W skrócie, drogie siostry w Chrystusie, przychodzi taki czas, że trzeba dorosnąć, wyrobić przy tej symbolicznej „osiemnastce” taki niebiański dowód osobisty i wziąć odpowiedzialność za te, które idą za nami.

Mamy dorastać do bycia dojrzałymi, aby móc oddziaływać na młodsze kobiety – i podpowiadać im jak żyć pobożnym życiem.

Każda z nas ma inne tempo wzrostu, inne okoliczności życia i na różne sposoby dojrzewamy w wierze.
Jednak Słowo Boże poucza nas, że niektórzy wierzący mieli już wystarczająco dużo czasu i okazji do nauki oraz stosowania prawd biblijnych, by w pewnym momencie zacząć uczyć innych, jak pobożnie żyć. „Upłynęło wiele czasu, a wy powinniście już być nauczycielami” (Hebr. 5:12).

I w tym momencie niektórym z nas zaczyna bić szybciej serce, bo pojawia się słowo „uczyć” :)

Od razu w wyobraźni pojawia się sala szkoleniowa, prezentacja na ekranie, późne noce spędzone nad książkami i notatkami rozłożonymi na kuchennym stole i już na samą myśl opadają nam ręce. Albo widzimy siebie stojącą przed grupą kobiet, prowadzącą spotkanie… co dla wielu z nas brzmi jak scenariusz wywołujący solidny stres :)

Ale to nie są jedyne sposoby uczenia młodszego pokolenia, jak kochać Boga.

Najbardziej podstawowy sposób to osobisty przykład – przez to, jak się zachowujemy, jak reagujemy na trudne sytuacje, jak angażujemy się w sprawy wspólnoty, jak przechodzimy próby, jak się ubieramy i jak kochamy innych. Chodzi o to, żeby w tym było widać postawą zakorzenioną w Bożym Słowie.

Ale…muszę dodać w tym miejscu jedną ważną rzecz.

Kiedyś myślałam, że wystarczy dbać o swoją świętość, działać, służyć i że to samo w sobie zbuduje relacje między siostrami. Że młodsze w wierze dziewczyny będą po prostu przyglądać się mojemu życiu i coś z niego tam dobrego wyciągną.

Z czasem Pan Bóg bardzo wyraźnie pokazał mi, że się myliłam.

Osobista świętość jest obowiązkowa. Zaangażowanie w służby i wydarzenia wspólnoty jest potrzebne. Ale to nie wystarcza, by wypełnić wezwanie z listu do Tytusa.

Paweł nie powierzył Tytusowi zadania osobistego uczniostwa kobiet. Zadaniem Tytusa było nauczanie zdrowej nauki w całym Kościele. Natomiast osobiste uczenie, napominanie i zachęcanie młodszych kobiet Paweł wyraźnie powierzył starszym kobietom.

Greckie słowo sophronizo, użyte w kontekście uczenia, oznacza „prowadzić kogoś do zdrowego umysłu” – do życia rozsądnego, trzeźwego w myśleniu i duchowo zdyscyplinowanego. Czyli ogólnie ujmując, chodzi o pomaganie drugiej osobie żyć mądrze i stabilnie przed Bogiem.

A to prowadzi do bardzo praktycznych spraw: do życia we wspólnocie, do zauważania kobiet nowo nawróconych i tych, które są zagubione, do stawiania sobie pytań o własne powołanie, do wychodzenia z wygodnej bańki (rodzinnej czy znajomych), do budowania relacji opartych na dostępności i zaangażowaniu oraz do uczenia tego, co dobre, zarówno przez to, co się udało z Bogiem wypracować, jak i przez popełnione błędy.


W naszych wspólnotach,
wiele kobiet układa swoje życie według Bożego porządku: kochają Boże Słowo, przekazują tę miłość swoim dzieciom, uczą się szanować mężów i angażują się w życie Zboru. Ale jest też wiele kobiet zagubionych – albo inaczej: jeszcze „nie odnalezionych” w wielu aspektach życia z Bogiem.

Siłą rzeczy, z niewiedzy, popełniają błędy i dokonują złych wyborów. Światowe myślenie jest w nich mocno zakorzenione i ciężko jest im się z tego uwolnić. Gubią się, rezygnują, a czasem też udają, żeby nie dać poznać, że sobie nie radzą.

Zanim więc jako starsze w wierze kobiety skrytykujemy je w myślach lub słowach, warto najpierw zatrzymać się i zadać sobie pytania:

– czy rzeczywiście wypełniłyśmy swoje powołanie jako starsze kobiety?

– czy byłyśmy wytrwałe w docieraniu do naszych młodszych sióstr – ucząc je tego, co dobre, zachęcając i podpowiadając, jak żyć życiem, które czci Boga?

Łatwo jest siedzieć w małym gronie podobnie myślących i rozmawiać o tym, jak ta czy inna młodsza dziewczyna się zachowała, ubrała albo co powiedziała.
Ale znacznie lepiej – biblijnie lepiej – byłoby zakasać rękawy i spróbować pomóc tej młodej osobie odnaleźć dobry wzorzec zachowania, podpowiedzieć, jak radzić sobie w zwykłych sprawach codziennego życia według Bożego Słowa.

Te młode kobiety naprawdę tego potrzebują.

Tak jak starsze kobiety potrzebują młodszych.

Bo często to właśnie młodsze kobiety zachęcają starsze do działania i są Bożym sposobem na to, żebyśmy się nie zasiedziały w kościelnej ławce lub na swojej kanapie :) Czasami to właśnie młodsze dziewczyny chronią nas przed emocjonalną „zamrażarką” i zgorzknieniem. Inspirują i motywują do dalszej służby dla Pana.

Gdy przyglądam się moim spotkaniom z młodszymi chrześcijankami, to muszę przyznać jedno. Często jadę na takie spotkanie z modlitwą: „Panie, pomóż mi być mądrą pomocą. Daj mi właściwe słowa.” A potem wracam do domu i łapię się na tym, że mówię zupełnie coś innego:„Panie, dziękuję. Dzisiaj to ona była pomocą dla mnie.”

Drogie chrześcijanki, wcześniej czy pózniej, przychodzi czas, aby dorosnąć w wierze. Dorosnąć do relacji, które nie kręcą się już tylko wokół nas samych. Dorosnąć do odpowiedzialności za innych. Dorosnąć do wspólnoty, w której nie tylko bierzemy, ale też świadomie dajemy: swój czas, serce i to, czego nauczył nas Bóg po drodze.

„Czas dorosnąć. Uczyć tego, co dobre” – kolejną część znajdziesz tutaj :)